Rejs po GrecjiPoniżej relacja jednej z uczestniczek naszego kwietniowego rejsu :). W galerii znadują sięzdjęcia z rejsu. Jest jeden z długich zimowych wieczorów, otwierasz skrzynkę mailową i … czytasz... w skrócie “zaproszenie na Rejs”. Myślisz środek zimy i gdzie tam do wakacji... ale Rejs chodzi po głowie, myśl kiełkuje... dorastasz do niej. Nadawca podpytuje, snuje plany - dajesz się wciągnąć w rozmowę, dyskusję i zanim się obejrzysz jest końcówka marca, masz zaplanowany urlop, dopinasz ostatnie sprawy przed wyjazdem - czasem i na wariackich papierach do końca. Do wyjazdu już o krok, pierwsze i ostatnie spotkanie organizacyjne - tak by choć widzieć jak wygląda reszta załogi. Jesteś pierwszy raz - i zastanawiasz się tak naprawdę co Cię czeka - nie znani ludzie, godziny, dni, zależność od nich i od natury. Trafiasz na Rejs, który zaczął się właściwie już dużo wcześniej - w Twojej głowie. Spełniasz marzenia, zaspokajasz ciekawość. Docierasz do miejsca kotwiczenia Jachtu i zdajesz sobie sprawę, że tak właściwie to... nie ma odwrotu, teraz musisz stawić czoła - sobie, swojej niewiedzy, kontaktom międzyludzkim i temu jednemu -najważniejszemu - Przyrodzie!Z nie pewnością wsiadasz na pokład, Sternik przedstawia Ci Łajbę - to tu, to tam, to tak... tylu nowych rzeczy nie poznałeś w tak krótkim czasie już dawno. Połowy nie zapamiętałeś, nauczysz się już w drodze. W emocjach zasypiasz tak szybko, że połowa rzeczy jest Ci zupełnie obojętna. Już teraz liczy się tylko to, że jutro, rankiem odpali się pierwszy raz silnik, sprawdzi żagle i...wypłynie w dal... od lądu, cywilizacji, od wszystkiego co do tej pory znałeś. Morze, zastaje cie tak szybko, że nawet nie zauważasz. Najprostsze czynności są dziwne, inne, nowe. Od...Toaleta:) - zaskakuje -jeśli jej nie znałeś, pierwsze zetkniecie robi wrażenie - a Ty czy chcesz czy nie jesteś na nią, taką a nie inną skazany:)). Życie pod pokładem zamiera, wszyscy śmiało na rozkaz pracują na pokładzie. Szokiem dla organizmu jest zejście do stolika nawigacyjnego. Fale uderzają o kadłub, burtę, kołyszą łodzią i umysłem. Czas leci - ale Ty go zupełnie nie czujesz. Dzień uciekł - nie zauważyłeś. Jeszcze kilka godzin temu stałeś na lądzie, teraz zwarty gotowy do pracy z bryzą na twarzy czekasz, na kolejną komendę, kolejny manewr, na ląd. Za cyplem widzisz już osadę, parę domków nad brzegiem, keja jest małym punktem do którego dążysz. I znów stres dopada załogę. Cały trzęsący zastanawiasz się czy wiesz jak dobrze zrobić knagę, czy linę umiesz podać i w ogóle jak... jak zacumować, jak kto się robi, czy dasz radę. Za głowa słyszysz głos, opanowany, cichy, który Ci mówi tak zrób i :) “zachowaj spokój” - jeszcze wtedy nie wiesz - jak dużo te słowa będą dla Ciebie znaczyć.:)) Nauczyłeś się dziś właśnie jak można inaczej żyć. To Twoje pierwsze i na pewno nie ostatnie kroki. Poznajesz malownicze miejsca, które wieczorem są całkiem inne niż o świcie. Kolejne dni stają się codziennością, znasz swoje miejsce, wiesz co się zaraz wydarzy - no prawie, bo nie znasz jeszcze wszystkiego... Prognoza na kolejny dzień zapowiada sztorm, już wiesz - jutro nie wypłyniecie. Sternik z Zastępcom podejmuje decyzję - chowiemy się Łajbą w cichym, bezpiecznym porcie - trzeba przeczekać. Czas luzu też jest potrzebny. Schodzicie na ląd - cały dzień dla was, poznajecie okolice, spotykacie ludzi - nawet krajanów. I uzmysławiasz sobie, że nie dla ciebie już wycieczki krajoznawcze, wczasy w bezruchu, leżenie plackiem na plaży. To wszystko owszem jest potrzebne, ale teraz liczy się to, że możesz - być niezależny - od zgiełku i tłumu ludzi, że czas jest dowolny, nieograniczony pośpiechem przewodnika. Idziesz powoli, podziwiasz, smakuje życie codzienne ludzi wokół, bezkres widoku ze szczytu wyspy na morze - jesteś w raju.Mijają kolejne dni, sam do końca nie jesteś już wstanie policzyć ile, krótka wyprawa stała się sensem życia, miłością do morza, przyrody i ludzi. Rejs zbliża się ku końcowi, ostatnie manewry, mijanki, szczyty wysp za mgłą w oddali. Przed Tobą wije się stały ląd... zdajesz sobie sprawę, że podróż dobiegła końca. Za kilkadziesiąt godzin szara, nudna rzeczywistość usidli Cię na jakiś czas na nim. Jeszcze wciągasz ostatnie morskie powietrze, patrzysz na ostatni port, kładziesz trapik na keje - koniec, koniec Twojej przygody i początek miłości. Spoglądasz za siebie na Jacht, na port, na morze stojąc w marinie już tęsknisz. Mijają miesiące i ciągle to czujesz, że Twoje serce jest tam - na morzu. Codzienne troski, problemy, stresy przywołują nieśmiało słowa sternika “ Zachowaj spokój”. Jak dużo się nauczyłeś? Z pozdrowieniami, Magda |
|